Posty

Wyświetlam posty z etykietą Wycieczka

Kraków kwietniowo

Obraz
Tydzień temu rozpoczęliśmy sezon wyjazdów weekendowych. Naszym celem stał się Kraków. Przyznam się,że nigdy nie mam dość tego miasta, chociaż dopiero po tym wyjeździe zdałam sobie sprawę jaką estymą je darze.  Gdy z niego wyjeżdżam już  za nim tęsknię. Pogoda nam sprzyjała. Przyjechaliśmy wieczorem w piątek i po zakwaterowaniu wyruszyliśmy " w miasto". Piątek wieczorem rozpoczyna się weekend stąd mnóstwo ludzi na Rynku krakowskim i to nie tylko turystów. Miałam wrażenie,że wszyscy młodzi ludzie umówili się na Starym Mieście. Knajpki, kluby i kawiarnie pękały w szwach. Dowiedzieliśmy się, które lokale mają wzięcie, gdzie młodzi lubią się zabawić. Ponieważ był straszny tłok opuściliśmy Rynek i jego okolice.  Przespacerowaliśmy się na Wawelu, a raczej obeszliśmy Go dookoła.  Nasz spacer zakończył się o północy. Następnego dnia przywitało nas słońce. Nie tracąc czasu poszliśmy na śniadanie, a zaraz po nim na pierwszą zaplanowaną atrakcję czyli Kopiec Kościuszki. Tr...

Na tropie klimatycznych kawiarni.

Obraz
Ponieważ w wtorki i czwartki mam bardzo dużo czasu dla siebie robię to co lubię najbardziej: czytam i zwiedzam. Wydawało by się, że zwiedzanie Warszawy po roku może się znudzić i że już nie ma co zobaczyć. Nie prawda. Zawsze czeka coś nowego do odkrycia, jak nie w muzeum (których w Stolicy jest niezliczona ilość), to na mieście. Ostatnio zainspirował mnie wpis na blogu o kawiarniach w Warszawie. Ponieważ jedna z wymienionych znajduje się w Wilanowie postanowiłam ją odwiedzić.Nazywa się "Plakatówka". Mieści się przy AL. Rzeczpospolitej, prawie przy samej Opatrzności Bożej. W środku zastałam skrzyżowanie baru mlecznego z czytelniom. Na jednej ścianie plakaty, a w drugim końcu sali dwa wiszące regały z książkami, wyglądające jak dwa wielkie obrazy.Bar w części centralnej z ciastami ( przewaga tart). Menu proponujące oprócz kaw, śniadanie i przekąski oraz inne napoje na zimno i gorąco. Muzyka nie za głośna tak że spokojnie można poczytać lub porozmawiać. Ja zwykle testuję no...

Pierwszy dzien wiosny.

Obraz
Jak przystało na pierwszy dzień wiosny było słonecznie, ciepło i widno prawie do 18:00. Takiego dnia nie można było zmarnować. Ja rano pobiegłam na basen, żeby popracować nad zanikającą kondycją, a moje chłopaki zrobiły zakupy. Potem pełna zapału zabrałam się do mycia okien, podług itp. Mężczyźni mojego życia nie bardzo się mogli w tym odnaleźć i postanowili zainaugurować sezon rowerowy. Na szczęście zrobili sobie 16 kilometrów, tak na rozgrzewkę ;-). Ja w tym czasie skończyłam świąteczne porządki i ugotowałam obiad...ta dan! Nie myślała, że jednorazowe pójście na basen sprawi, że energia będzie mnie rozpierać. Koniecznie muszę częściej pływać. Chłopcy wrócili zadowoleni z zamiarem kolejnej wycieczki rowerowej. Jednak o poranku ze zdziwieniem spoglądaliśmy przez okno. Sypał śnieżek i mocno wiało :-(. No cóż " w marcu jak w garncu". Niestety moi panowie nie zabrali aparatu więc wstawiłam rower, który sfotografowałam w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Takimi rowerami...

Ostatni dzień zimy.

Obraz
Pożegnaliśmy zimę bez topienia Marzanny, ale w sposób sportowo - spacerowy. Pojechaliśmy na wycieczkę do lasu. Pogoda , jak to tej zimy , wiosenna. Było słonecznie w miarę ciepło, choć od czasu do czasu wiatr przypominał nam, że to jeszcze zima. Zakończyliśmy nasz spacer tradycyjnie w "Różanej chatce", gdzie Bartosz delektuje się frytkami, a ja naleśnikami z żurawiną i serem. Zwykle do tego zestawu pijemy firmową herbatę z sokiem malinowym, ale tym razem ja napiłam się grzanego piwa z goździkami i pomarańczą. Bartek odkrył w sobie pasję robienia zdjęć, więc każdy spacer jest udokumentowany. Choć ja od kilku lat bardzo niechętnie daje się sfotografować, tym razem pozuje mu chętnie, bo mój syn oznajmił, że chce fotografować ludzi, a nie przyrodę. Cóż było robić, chcąc nie chcąc stałam się" modelką". Co do sportowej części naszych wypraw to ciągle próbuje przekonać go do chodzenia z kijkami, ale z marnym skutkiem. Szkoda, bo ja uwielbiam maszer...