W świecie naszego syna muzyka odgrywa ważną rolę. Zawsze go fascynowała. Dzięki piosenkom trochę mówi i śpiewa. Gdy był małym brzdącem i ciągałam go na różne terapie najbardziej lubił chodzić na muzykoterapię z panią Iwoną. To ona zauważyła, że Bartek bardzo jest zainteresowany grą na instrumencie {było to elektroniczne pianino). Zasugerowała mi,żebym zaczęła go uczyć na tym instrumencie. Ponieważ ona nie chciała tego robić, znalazłam panią w Warszawie, która uczy autystyczne dzieci gry na pianinie specjalnie opracowaną przez siebie metodą. W tamtym czasie Bartek miał tyle zajęć w domu i poz nim, że uznałam to za mało istotne. Po latach, kiedy bardzo chciał się uczyć grać postanowiłam to zmienić. Zwłaszcza, że parę lat temu ( cztery może pięć) byłam na konferencji w Krakowie, poświęconemu autyzmowi, gdzie osobiści zapoznałam się z metodą nauki gry na pianinie pani z Warszawy. Po powrocie i intensywnych poszukiwaniach znalazłam nauczycielkę, która zgodziła się uczyć Bartosza.. Z tego wy...
Od dwóch miesięcy odwiedzam różne blogi, gdzie dzieci uczą się w domu. Uderzyło mnie, że bardzo dużo mają plastyki. Obojętne czy uczą się przyrody, polskiego, czy też matematyki. Powiem szczerze, jestem beztalencie do wszelkich prac plastycznych, ale pomyślałam sobie może jednak warto spróbować. Bartek zawsze miał kłopoty z motoryką małą. Nie potrafił zostawić śladu na kartce żadnym pisakiem, kredką itp. Długo się z tym zmagaliśmy, aż nadszedł dzień, gdzie w zeszycie cienkopisem napisał pierwszą literę. Potem przyszedł czas na ołówek i kredki. A potem przestaliśmy rysować, malować i lepić. Między czasie kupiłam mandale do nauki liter, bardziej kładąc nacisk na te litery niż na pracę artystyczną. Aż do wczoraj kiedy znowu wyciągnęłam mandale, kredki, papier kolorowy, a dziś moim chłopakom ( w soboty chodzą na zakupy) przykazałam by zakupili kredki świecowe. Po obiedzie posadziłam Bartka przy stole i najpierw dałam mu plastelinę. Ulepił bałwana. Zachęcona jego zainteresowaniem podsunęłam...
Sześć dni temu obchodziliśmy Święto Mamy, a dzisiaj Dzień Dziecka. Pięknie się te dwa święta uzupełniają. Są dla mnie pełne wzruszeń i wielu wspomnień, bo przecież moje dzieci to już dorośli ludzie, chociaż nadal świętujemy 1. 06. jak by byli maluchami. Według naszej tradycji rodzinnej Dzień Dziecka spędzamy według programu naszych milusińskich czyli jemy i chodzimy w te miejsca, które nasze pociechy uwielbiają. Nie kupowaliśmy w ten dzień, żadnych zabawek, ale był to dzień pełen atrakcji Pierwszy raz złamałam tę zasadę trzy lata temu, kiedy na pożegnanie (symboliczne) dzieciństwa kupiłam Magdzie ostatnią lalkę, a Bartosz dostał maskotkę z filmu "Kraina Lodu", którą wtedy często oglądał. Dzisiaj spędzamy ten dzień bez córci, która pilnie studiuje i pracuje w Warszawie, co nie oznacza, że kiedy spotkamy się za dwa tygodnie nie spędzimy zwariowanego dnia. Za to z Bartkiem zaszaleliśmy.Najpierw było kino i nieodzownie popcorn, potem duża porcja frytek, a na deser lody. Jeszcze...
Komentarze
Prześlij komentarz