Mija cztery miesiące od pierwszego lotu samolotem naszego Kosmity. Poleciał do Londynu na cztery dni. Głównym celem tej wizyty było Harry Potter Studio, choć nie zabrakło innych atrakcji. Był w National Galery, Muzeum Historii Naturalnej, spacerował po parku przed Pałacem Buckingham, po Placu Picadillo, a jadł w Soho. Jednak to Harry Potter zdominował pobyt w Londynie. Na przystanku w oczekiwaniu na specjalny autobus. Przed głównym wejściem. Próba dostania się na peron 9 i 3/4. Udało się.Oto pociąg do Hogwartu. Wózek z fantastycznymi słodyczami. Były fasolki wszystkich smaków i żaby czekoladowe. Przed domem wujostwa Harrego. Ministerstwo Magii. Na moście w Hogwarcie. Motocykl Hagrida. Na ulicy Pokątnej. Hogwart w całej okazałości. Ulica Pokątna. Piwo karmelowe zbyt przereklamowane. Szachy czarodziejów wielkości pomników.
Ostatnio ukazało się sporo nowych pozycji książkowych z magicznego kręgu - spektrum autyzmu. Jedną z nich jest "Maria i ja" autorstwa Miguela Gallardo, wyd.Egmont. Książka , a w zasadzie komiks, jest rekomendowany przez Fundację Synapsis. Miguele Gallardo jest tatą Marii, która ma autyzm. Jest cenionym ilustratorem i również rysuje dla swojej córki , która ma niezwykłą zdolność zapamiętywania imion wszystkich ludzi, których spotyka. Jego rysunki są dla niej formą komunikacji i porządkowania świata. Publikacja ma przybliżyć problem autyzmu tym którzy niewiele o nim wiedzą. Jednak mam wrażenie, że ci którzy nic nie wiedzą niewiele zrozumieją z tej publikacji. A ci , którzy borykają się na codzień z autyzmem troszkę się uśmiechną rozpoznając samych siebie. Mnie najbardziej urzekł sposób w jaki ojciec opisuje swoja niezwykłą córkę, ich wzajemne relacje. Fantastycznie są też przedstawione dwie rozmowy między nimi. Na koniec dołączono piktogramy z życia codziennego, kt...
Sześć dni temu obchodziliśmy Święto Mamy, a dzisiaj Dzień Dziecka. Pięknie się te dwa święta uzupełniają. Są dla mnie pełne wzruszeń i wielu wspomnień, bo przecież moje dzieci to już dorośli ludzie, chociaż nadal świętujemy 1. 06. jak by byli maluchami. Według naszej tradycji rodzinnej Dzień Dziecka spędzamy według programu naszych milusińskich czyli jemy i chodzimy w te miejsca, które nasze pociechy uwielbiają. Nie kupowaliśmy w ten dzień, żadnych zabawek, ale był to dzień pełen atrakcji Pierwszy raz złamałam tę zasadę trzy lata temu, kiedy na pożegnanie (symboliczne) dzieciństwa kupiłam Magdzie ostatnią lalkę, a Bartosz dostał maskotkę z filmu "Kraina Lodu", którą wtedy często oglądał. Dzisiaj spędzamy ten dzień bez córci, która pilnie studiuje i pracuje w Warszawie, co nie oznacza, że kiedy spotkamy się za dwa tygodnie nie spędzimy zwariowanego dnia. Za to z Bartkiem zaszaleliśmy.Najpierw było kino i nieodzownie popcorn, potem duża porcja frytek, a na deser lody. Jeszcze...
jaka ładna zimowa szata blogowa! Wszystkiego dobrego dla Was!
OdpowiedzUsuńDziękujemy i Wam również wszystkiego dobrego!
Usuń